Przejdź do głównej zawartości

Moja historia

Mieszkam na Korsyce od niedawna, dokładnie od połowy 2017 roku. Za to mówię po francusku już od dawna, dlatego decyzja o przeprowadzce była łatwiejsza.

Miałam lat prawie trzydzieści, więc jeszcze nie było za późno, by zaczynać wszystko od nowa. A zacząć niestety musiałam...

Wychowałam się w małej miejscowości, gdzie skończyłam szkołę średnią. Dzięki pieniądzom zarobionym w czasie wakacyjnych wyjazdów zarobkowych mogłam zamieszkać w naszej stolycy. Przez 10 lat nie pracowałam - zapier***łam. Dosłownie, bez przenośni. 

Na 17 stanowiskach, w 17 firmach (policzyłam). Zaczynałam jako kelnerka, jednocześnie studiowałam. Ciągle szukałam "lepszego", ciągle byłam ambitna. Czasem ciągnęłam dwa etaty na raz. Pracowałam po 10-14 godzin dziennie, czasem 4 dni w tygodniu, czasem wszystkie 7. Pracowałam jako sprzedawca, pracownik centrali telefonicznej, specjalista, przeszłam też etap swojej firmy, potem realizowałam projekty jako freelancer. testowałam małe, średnie i duże przedsiębiorstwa, zaliczyłam dwa lata w korpo. 

Ostatnie moje stanowisko w Polsce to stanowisko Dyrektora. Wykończyłam się na nim. Skończyłam. Dostałam depresji, nerwicy, przeszłam zapalenie żołądka, moje ciało i umysł odmówiły kontynuacji. Małżeństwo zakończyłam - miałam dość mojego życia.

Stąd wyjazd. 

Zawsze czułam się patriotką i czuję się nią po dziś dzień. Kocham Polskę, naszą historię i kulturę. Ale chcę być szczęśliwa. Chcę żyć swoim życiem. Chcę mieć rodzinę, której nic nie będzie brakowało. A w Polsce nie potrafię. Próbowałam, ale nie umiem tam do niczego dojść... Niestety, bo za granicą to nie to samo, szczególnie, gdy jest się mimo wszystko tradycjonalistą.

Jaka jestem? Dziwna, od zawsze ciekawa wszystkiego i lubiąca rozumieć świat wokół mnie. Lubię robótki ręczne, książki czytam na kilogramy, nie lubię głupich amerykańskich komedii, ale za to kocham głupie amerykańskie romansidła. Nie znoszę bezmyślności, bezczynności i beznadziei.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nie narzekam na Francję!

Zdecydowałam się prowadzić tego bloga, ponieważ mieszkając we Francji widzę, pod jak wieloma względami Polska jest bardziej rozwinięta i posiada lepsze rozwiązania systemowe. Chcę, by Polacy się o tym dowiedzieli, bo to jest ważne. Jednocześnie jednak mieszkam we Francji, bo życie tutaj jest po prostu prostsze - łatwiej jest przeżyć do 1-szego, a pracując na etacie za nieco tylko więcej niż najniższa krajowa, stać Cię na zakup swojego mieszkania. O tym w Polsce możemy po prostu zapomnieć - przez dziesięć lat intensywnej pracy i zarobków znacznie powyżej przeciętnej nie udało mi się dojść do niczego, bo każda decyzja wiąże się ze zbyt wielkim ryzykiem utonięcia w długach. W Polsce nie możemy być spokojni o swoje jutro, nawet jeśli jesteśmy zdrowi, pracowici i mamy dobry zawód w ręku... Żaden system nie jest idealny, żadne rozwiązania funkcjonujące na poziomie kraju nie mogą zadowalać 100% społeczeństwa, to normalne. Jednak różnice pomiędzy Polską, a Francją, są dla mnie fascyn...

Francuzi kochają komplikować

Zamiłowanie do komplikowania sobie życia zaczęło razić mnie w oczy od razu, gdy tylko zaczęłam tu mieszkać i gdy tylko zaczęłam próbować poukładać swoje tutaj życie. Najśmieszniejsze jest to, że komplikacje wynikają z lenistwa, które jest tak głęboko zakorzenione w mentalności Francuzów, że żaden nie zdaje sobie z tego sprawy. Próbują sobie ułatwiać, iść na skróty, a efekty są takie, jakie są. Znajdź Wally'ego Przede wszystkim adres. We Francji nie używa się numeru mieszkania, a jedynie numer budynku. Resztę powinno załatwić nazwisko, które jest naklejone na skrzynce pocztowej. Tak więc adresując kopertę, która wiemy np. że trafi do mieszkańca bloku, instynktownie, my Polacy, wyczuwamy, że czegoś brakuje. Nie jednak we Francji, bo nawet jeśli użyjemy numeru mieszkania, listonoszowi nic to nie pomoże. Skrzynki pocztowe są oklejone tylko nazwiskami - nie ma tam w ogóle numerów mieszkań. Te znaleźć możemy na drzwiach, ale listonosz nie ma obowiązku dostarczania ...